top of page
  • Zdjęcie autoraBoss

Co słychać w Waterlandzie po pół roku? Sporo zmian


Równo pół roku po premierowych pokazach w Radomiu, ponownie odwiedziliśmy ukraiński Waterland, tym razem w Rzeszowie. Czasami bardzo dobrze jest zrobić sobie taką rewizytę, zwłaszcza po kilku miesiącach, bo wtedy najlepiej widać co i ile się zmieniło. A w Waterlandzie zmieniło się sporo...


Pojawił się oczywiście nowy namiot - znakomitej jakości i estetyki, świetnie prezentujący się na zewnątrz, o wielkości około 36 - 38 metrów. W środku zmienione sektory - 9 rzędów, z czego dwa pierwsze w formie loży (plastikowe krzesełka na gradzinach). Pozostałe 7 rzędów ławki z oparciami wyłożone gąbką. Pod szapitem panuje temperatura około 20 stopni, co ciekawe, ogrzewane jest także foyer.


Zmieniło się też sporo w widowisku. Można odnieść wrażenie, że właśnie na życzenie widzów, zachodzi jeszcze większa interakcja artystów z wodą. Są numery podczas których tancerze przez cały czas znajdują się w basenie. Ale również akrobaci jak i klaun dużo częściej niż na początku sezonu wchodzą do wody.


Ponadto pojawiło się wiele nowych, cudownych kostiumów. Są przepiękne! Bogato zdobione, błyszczące, o mocnych, intensywnych barwach. Inne z kolei niczym z królewskiego dworu. Naprawdę zjawiskowe kreacje!


Z duetu klaunów pozostał jeden, któremu czasami towarzyszy asystentka. Wykonuje podobne repryzy, ale część jest zmienionych. Robi to natomiast weselej niż z partnerem, jest mniej "smutnym klaunem" niż na początku sezonu, to zmiana na plus. Zrezygnowano z repryzy z dmuchanymi dinozaurami.


Nie ma też koła Cyra ani hula-hoopów. W zamian pojawiły się znakomite akrobacje na podniebnym maszcie - w zasadzie jeden z najlepszych numerów widowiska, wykonywany przez solidnie zbudowanego akrobatę. Nową oprawę zyskały wirujące wielościany. Jest to jak najbardziej na plus, trochę klubowo, trochę nowocześnie, czuć świeżość w tym występie.


Cóż więcej mówić - Waterland to po prostu profesjonalnie zorganizowane przedsięwzięcie - od początku do samego końca. Idealna choreografia, doskonałe zgranie ruchów artystów z muzyką, bogate układy taneczne, dużo efektów świetlnych, praktycznie zero pomyłek, czysty, ogrzewany namiot, bezproblemowe skanowanie biletów. Urzeka przede wszystkim profesjonalizm artystów - ich ruchy, wyrazy twarzy, nic nie jest w stanie wybić ich z trybu występu, są przygotowani na wszelkie nieprzewidziane ruchy rekwizytów, partnerów i widzów. Doskonała prezencja, mimika, to robi wrażenie. I co ważne - jest uśmiech na twarzach wykonawców. Czy to podczas wykonywania trudnych, siłowych tricków, czy to podczas zejścia ze sceny. To jest rzecz absolutnie najważniejsza w przedstawieniu cyrkowym - nie dawać po sobie poznać zmęczenia albo monotonii.


Nam osobiście w Waterlandzie podoba się ich bezkompromisowość dla sztuka. To znaczy - np. klaun - prezentuje repryzy na poziomie tych z dużych, znanych cyrków, festiwali, cyrków stacjonarnych. Mógłby przygotować tandetne repryzy pod dzieci, byle tylko słychać było salwy śmiechu, ale tego nie robi. Co więcej - do zabawy angażuje częściej dorosłych niż dzieci. Taką ma wizję, taką ma definicję sztuki.


W programie jest również wiele numerów skierowanych typowo dla dorosłych. Jest to oczywiście zamierzone. Budowana jest dramaturgia, opowiadana historia, coś czego dzieci nie zrozumieją, ale coś, co trafia do dorosłej części publiki. Z drugiej strony są numery typowo rodzinne - tańczące ryby, akrobacje na szarfach, kołach, iluzja, fire-show.


Waterlandowi udaje się osiągnąć dużo. Udało się przede wszystkim zróżnicować publikę. Dziś na jego widowni widać wiele dorosłych osób, bez dzieci. Jest też wiele młodzieży. Nie ma tylko rodziców z dziećmi. Nie ma też atmosfery jarmarczności, wchodzi się po prostu jak do każdej innej instytucji kultury. I tak powinno być - zawsze i wszędzie.


Oczywiście wiele jest głosów krytyki, tudzież zazdrości, płynących od niektórych źródeł polskiego środowiska cyrkowego. Jednak najwięcej do powiedzenia mają najczęściej osoby, które same niewiele prezentują (pod względem artystycznym) sobą, czy też swoim biznesem...


Dzisiaj na premierowym spektaklu w Rzeszowie widownia była zapełniona w około 90 %. Jak na Polskę, publiczność była całkiem niezła i "ogarnięta" - biła brawo wtedy kiedy trzeba, nie rozmawiała podczas spektaklu, a dzieci nie biegały po całym namiocie. Tak powinno być, to tworzy artystyczną atmosferę.


Polecamy Wam wizytę w Waterlandzie, zwłaszcza teraz, jesienią.

145 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

コメント


KMC_-_logo_zdjęcia.png
bottom of page