• Boss

Hungaria Cirkusz - wszystko dopięte na ostatni guzik [relacja]


22 września odwiedziliśmy jeden z największych węgierskich cyrków - Hungaria Cirkusz. Artyści stacjonują w Miszkolcu, a ich występy zostały przedłużone o tydzień, do 2 października ze względu na duże zainteresowanie. Łącznie "Hungaria" spędza w Miszkolcu 3 tygodnie.


W całym mieście rozwieszone są sumiennie plansze PCV informujące o spektaklach. We wszystkich głównych hiper- i supermarketach takich jak Tesco, Auchan, czy Spar dostępna jest masa ulotek zachęcających do wzięcia udziału w wydarzeniu. Samo cyrkowe miasteczko znajduje się obok nowoczesnego stadionu przy jednej z najruchliwszych alei w Miszkolcu. Prezentuje się naprawdę okazale. Namiot jest ekstremalnie zadbany, na białym płótnie nie ma choćby cienia kurzu, wygląda jakby był postawiony pierwszy raz, chociaż cyrk jeździ z nim już dobrych kilka lat.


Widzów na wejściu witają też kolorowe płoty i bannery reklamowe. W środku usłyszymy wyłącznie klasyczną, tradycyjną muzykę cyrkową. Klimatu dopełnia kurtyna z cekinami i arena wysypana trocinami.


Oświetlenie w "Hungarii" daje czadu. Tworzy niesamowity, cyrkowy klimat. Jest kolorowo, światła podkreślają każdy występ, są różnorodne i nastrojowe. Wszystko działa w sposób bardzo przemyślany. Zdecydowanie lepiej ogląda się spektakl w takim wydaniu.


Widowisko trwa wraz z przerwą 2 godziny i 15 minut i zawiera wiele bardzo ciekawych numerów. Klaunem wieczoru jest znany z areny Cyrku Zalewski z sezonu 2010 i 2011 Christian Folco, Węgier o włoskich korzeniach. Bawi publiczność humorem z klasą, w stylu włoskim. Absolutny profesjonalista, którego miło się ogląda.


Program otwiera barwny misz-masz w postaci połączonych występów dzieci dyrekcji, które prezentują swoją umiejętności na wałkach, trapezie kołowym i w żonglerce. Ciepłe, rodzinne otwarcie widowiska, trochę nawiązujące i przypominające występy Teatru Bingo, który również w jednym wyjściu łączy kilka aktów.


Po tym w podniebnych akrobacjach na trapezie kołowym prezentuje się jedna z sióstr Saabel. Bardzo "zgrabny" występ z gracją. Całkowity profesjonalizm. Lekki, zwiewny numer, który "odczarowuje" standardowe pokazy na kole.


Nowo opracowaną tresurę "duży i mały" prezentuje jeden z najmłodszych członków rodziny Adam - Henrik Adam junior. Jest to klasyczny pokaz konia i kucyka z dosłownie identycznymi trickami jak chociażby w Cyrku Safari.


Przychodzi czas na hula-hoop, który jest numerem dynamicznym i energicznym. Klasyczny pokaz z wykorzystaniem obręczy. Po nim siostry Saabel wychodzą na arenęze swoimi czworonożnymi pupilami. Ich psy perfekcyjnie wykonują wszystkie polecenia. Pokaz jest starannie przygotowany. Widać, że trenerki znają dokładnie wszystkich swoich podopiecznych. Nic więc dziwnego, że każdy kolejny element jest wykonywany przez zwierzętami dokładnie i precyzyjnie.


Koło śmierci w wykonaniu południowoamerykańskich artystów kończy pierwszą część widowiska. Duży lopping jest naprawdę brawurowy, pełen latynoskich ruchów i rytmów. Podnosi adrenalinę wszystkim zebranym i naprawdę świetnie zamyka część pierwszą.


Po przerwie widzowie mogą podziwiać akrobacje na wysokiej linie poziomej. Ponownie pod kopułą młody artysta areny węgierskiej - Henrik Adam junior. Znakomicie radzi sobie na wysokości i w przyszłości na pewno będzie z niego wybitny linoskoczek. Elementy oryginalne, bardzo dobrze wykonane technicznie. Henrik naprawdę bardzo dobrze rokuje!


Chwilę potem magiczna kontorsjonistyka. Te światła, ta muzyka! Wszystko to tworzy niesamowity anturaż. Człowiek po prostu zapomina w jakim świecie żyje. Wszystkim Wam życzymy, abyście mieli okazję zobaczyć coś takiego. Świetny występ!


Czas na jeden z najciekawszych numerów wieczoru - pokaz zwierząt egzotycznych w wykonaniu rodziny Adam. Na arenie prezentują się dromadery, watussi, lamy, kucyki i baktriany. Wszystko to tworzy atmosferę wielkiej afrykańskiej karawany. Bardzo sympatyczny pokaz zważywszy na to, że zwierzęta tak naprawdę "nic nie robią" - cała tresura opiera się na piruetach i bieganiu wokół areny.


Przedostatnim numerem są bardzo ciekawe antypody. Polegają głównie na żonglerce chustami, a potem piłeczkami. Na końcu Jennifer Saabel jest podciągana pod kopułę cyrku nadal prezentując żonglerkę nogami.


Finałowym występem są kaskaderzy na motorach w kuli śmierci. Po nich następuje wielki finał podczas którego wszyscy artyści żegnają się z widzami. W programie Hungaria Cirkusz bierze udział bogaty zespół kilkunastu artystów.


Hungaria Cirkusz to cyrk niezwykle schludny, czysty, zadbany. I to robi przede wszystkim duże wrażenie. Również program stoi na wysokim poziomie artystycznym, czuć w nim ducha klasycznego cyrku. Bardzo miło ogląda się widowisko pod namiotem takim jak ten "Hungarii". Jest to cyrk profesjonalny, cyrk pełną gębą. Gorąco polecamy Wam wizytę w nim przy najbliższej okazji.

29 wyświetleń0 komentarzy