top of page
  • Zdjęcie autoraBoss

Kryzys dotyka węgierskie cyrki


Polska i Węgry to kraje podobne do siebie pod wieloma względami, także pod względem wzrostu cen. O ile w Polsce wysokie koszty życia tak bardzo nie odbiły się na cyrkowych frekwencjach (chociaż już teraz jest wyraźnie słabiej niż w pierwszym miesiącu sezonu), to tego samego nie można powiedzieć o Węgrzech. Tamtejsze cyrki przeżywają frekwencyjny kryzys.


Ceny w węgierskich cyrkach w tym roku znów wzrosły. Najmocniej zdrożały miejsca premium, ale paradoksalnie wielokrotnie jest na nich mniejszy zarobek niż, gdy bilety były tańsze, bowiem znaczna część widzów rezygnuje z zakupu miejsc przy samej loży. Widać to doskonale po Magyar Nemzeti Cirkusz w którym ceny loży wzrosły z 80 do 120 złotych, co skutkuje tym, że wielokrotnie pierwsze trzy rzędy są zapełnione w mniej niż połowie.


Cyrk Richterów, choć zauważalnie ma mniej widzów niż rok temu, i tak nie może narzekać, aczkolwiek prawdziwe fulle w tym roku zdarzają się stosunkowo rzadko. Pozostałe cyrki na Węgrzech również odnotowują spadki. Owszem, widownia Fővárosi Nagycirkusz nadal jest bardzo często pełna, ale Budapeszt to bogata stolica w której jest mnóstwo turystów.


W czym przejawiają się spadki frekwencji? Między innymi w tym, że cyrk grając w danym mieście np. od czwartku do niedzieli bardzo często na żadnym ze spektakli nie miał frekwencji mniejszej niż 3/4. W chwili obecnej ludzie przyjdą pierwszy, drugi dzień, kiedy obowiązują promocyjne ceny biletów, a przyjdą słabiej np. w weekend.


Tragicznie nie jest, ale to nie to do czego są przyzwyczajeni Węgrzy. Dodajmy, że to już kolejny słaby sezon na Węgrzech w przeciągu ostatnich lat. Jeszcze mniej ludzi szło do cyrków w roku 2020, a nawet 2021, kiedy to panowała epidemia chińskiego wirusa.

151 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


KMC_-_logo_zdjęcia.png
bottom of page