top of page
  • Zdjęcie autoraBoss

Po raz pierwszy w Cyrku Lanik. Coś nowego na Słowacji


Odwiedziliśmy dziś Cirkus Lanik. Choć jest to jego 4. sezon, to pierwszy raz gościł w tym rejonie Słowacji. Show obejrzeliśmy w Stropkovie, miasteczku choć niepozornym, to w ostatnich latach notującym wzrost budowy naprawdę bogatych domów i liczby aut z wyższej półki cenowej. Reklama była zrobiona wzorowo - biało - czerwone plansze z oddali rzucały się w oczy. Był to nasz pierwszy raz w "Laniku" i pod wieloma względami ten cyrk bardzo nas zaskoczył.


Mimo, że namiot jest dwumasztowy, to cyrkowe miasteczko jest naprawdę duże!

Złożone jest z kilku składów ciężarowych, nie brakuje naczep siodłowych i pokaźnego zwierzyńca w którym można spotkać wielbłądy, kaczki, kozy, konie, lamę, strusie, świnki morskie i 14 lwów Hynka Navratila. Zwierzęta niestety będą musiały wyjechać ze Słowacji ze względu na naciski niektórych lokalnych władz. Ubolewamy nad tym faktem, ale jednocześnie cieszymy się, że było nam dane zobaczyć tak pokaźny cyrkowy zwierzyniec!


Cirkus Lanik dysponuje bogatym oświetleniem. Program jak i jego oprawa oraz reżyseria są całkowicie profesjonalne. To nie jest typowe czeskie widowisko cyrkowe. "Lanik" łączy ze sobą elementy tradycyjne i elementy bardzo współczesne, tworząc coś zupełnie nowego i innego na Słowacji. Dobór muzyki jest bardzo różnorodny i ciekawy. Światła tworzą niepowtarzalny klimat, a wszyscy artyści noszą ładne, czyste, "świeże" kostiumy. Z drugiej strony nie może zabraknąć trocin wysypanych na arenie i klasycznego klauna - jedynego słowackiego artysty w zespole. Podczas przerwy jest oczywiście zwiedzanie ZOO w cenie 2 euro oraz zdjęcia na wielbłądzie, czyli żelazne punkty każdego cyrku.


Jak na cyrk dwumasztowy ilość artystów biorących udział w programie jest imponująca - aż 14 osób współtworzy ponad 2-godzinne widowisko pełne bardzo zróżnicowanych numerów dopasowanych pod każdy gust - i dziecka, i dorosłego.


Główną postacią spektaklu i jednocześnie ulubieńcem publiczności jest Joker, czyli Vojtěch Lánik, 16-letni syn dyrekcji. Znakomicie wciela się w rolę filmowego bohatera. Rozbawia widzów w repryzach, prezentuje się w akrobacjach na perszach i monocyklach, ale także, a może przede wszystkim - wykonuje szałową kontorsjonistykę podczas której robi ze swoim ciałem wszystko! Jest to jeden z najbardziej oklaskiwanych numerów w widowisku. Vojtěch w kulminacyjnym momencie zakłada na swoje ciało kilka rakiet tenisowych. Młodość na arenie zawsze służy cyrkowi i nie mamy wątpliwości, że ten artysta wciąż będzie się rozwijał i nadal zaskakiwał swoją publiczność. Już teraz, jako nastolatek, prezentuje niezwykle wysoki poziom artystyczny i duże obycie z areną.


"Szałowa" jest także rodzina Wolf - rodzice i dwóch synów. Wystarczy wspomnieć, że występowali na arenach takich cyrków jak "Krone", "Probst", "Herman Renz", czy "Dannebrog". Czescy artyści otwierają program prezentując bardzo stylową i elegancką żonglerkę, a w zasadzie passing. Nie przesadzimy jeżeli powiemy, że to jedna z najlepszych żonglerek grupowych jakie widzieliśmy na własne oczy. Numer w pełni wyreżyserowany, z dobrze dobraną muzyką i kostiumami, bez pomyłek za to z mnogością tricków. To bez wątpienia jest numer na największe areny. Podobnie jak drugi występ - ekwilibrystyka na wolnych drabinach w pirackim stylu. W numerze swoje umiejętności prezentują ojciec i synowie. Bardzo ciekawa koncepcja zakładająca cel jakim jest zdobycie beczki rumu przez piratów. Całość otwiera wyreżyserowany pojedynek szermierski. Potem jest balans na drabinach zarówno bardzo niskich jak i bardzo wysokich. Do tego dochodzi żonglerka maczugami. Wymagający numer, rzadko spotykany w takim wydaniu, również jeden z lepszych pokazów na drabinach jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Gracja, styl, elegancja i profesjonalizm! A do tego bardzo wysokie umiejętności techniczne i artystyczne.


Burzę oklasków na widowni wywołuje również pokaz stójkarski Hynka Navratila. Artysta stojąc na rękach schodzi po schodach na szczudłach nogami obracając tubę. Wykonuje pozy wymagające olbrzymiej siły, także na wysuwającej się ku górze stójce. Wykon przez lata prezentowany był w Cirkus Humberto, a dzisiaj dla nas był to zaszczyt, że właśnie w Stropkovie można było zobaczyć artystę takiego formatu. Niesamowity numer, który można oglądać w kółko, nigdy się nie znudzi i zawsze będzie budził podziw.


Na podziw zasługuje także pani dyrektor, Hanka Lanikova, która jeszcze występując w Cirkus Aleš znana była z talentu do koni. Nic się w tej sprawie nie zmieniło. Hanka czaruje na arenie swoją współpracą z konikami. Numer jest lekki, a jednocześnie prezentujący mnóstwo umiejętności zwierząt, które są bardzo dobrze ułożone. Widać tutaj, że Hanka to doświadczona treserka, która każdą tresurę obraca w złoto. Podobnie jak jej wyższa szkoła jazdy na czarnym jak smoła koniu zadbanym do granic możliwości, wręcz błyszczącym się w blasku reflektorów. Hanka wjeżdża na nim w obfitej sukni. Występ jest bardzo elegancki, wręcz "zachodni". Ewidentnie podoba się widzom. Móc obserwować taki poziom współpracy między człowiekiem, a zwierzęciem na arenie to tak jakby obserwować czyste piękno.


W widowisku można również podziwiać wielbłądy, kaczki i strusie prezentowane przez rodzinę Lanik. A ponadto jazdę na monocyklach w nowoczesnym wydaniu w wykonaniu 3-osobowej grupy (David Joo, Dagmar Lanikova i Joker). Artyści jeżdżą w dżinsowych strojach do młodzieżowej muzyki, prezentując skomplikowane choreografie i interesujący wachlarz umiejętności. Jest to niewątpliwie nowa generacja czeskiej klasyki, bowiem Czesi zawsze byli mocni w numerach na monocyklach. Zazwyczaj jednak odbywało się to w towarzystwie ludowych strojów i muzyki, a tutaj mamy nowe tchnienie, które bardzo interesuje widzów. Podobnie jak ekwilibrystyka na wałkach w wykonaniu Davida Joo. Występ jest dynamiczny i buduje napięcie. Postawiono tutaj nacisk nie tyle na wałki, co na balans na piramidzie zbudowanej z płaskich płyt pomiędzy którymi umieszczono niczym nieprzytwierdzone kostki. Na arenie prezentowany jest też numer o całkowicie odmiennych charakterze od numerów opisanych wcześniej. Chodzi o pokaz kolorowej sprężynki Slinky.


Całość kończy się tanecznym finałem i gromkimi brawami. Program, który prezentowany jest w cyrku 2-masztowym spokojnie mógłby być wykonywany w dużym, 4-masztowym cyrku. Jest dynamiczny i niebagatelny. Przywołuje najnowsze trendy w sztuce, ale opiera się też na głębokiej tradycji cyrkowej. Artyści pełni są zaangażowania do swojej pracy, mają cudowne, zadbane stroje, świetne ruchy i dobrze dobraną muzykę. Show zdecydowanie warte pieniędzy jakie każdego dnia zostawiają w kasie widzowie.


Podczas przedstawienia aż dwukrotnie Lukas Lanik dziękuje widzom za wybór cyrku ze zwierzętami i jednocześnie ubolewa nad faktem, że na Słowacji nie można prezentować słoni, czy dużych kotów, przywołując jako przykład lwy Hynka, które choć znajdujące się tuż za rundą, nie mogą przekroczyć progu namiotu i zaprezentować się widzom. To bardzo budujące, że wciąż wiele jest dyrekcji tak bardzo walczących o klasyczny cyrk.


Cirkus Lanik to cyrk ludzi młodych i otwartych - tak na sztukę jak i na gości z zewnątrz, chociażby fanów. Nie ma w nim zbędnego nadęcia, czy to w konferansjerce, czy to w numerach. Są za to konkretne pokazy. Nikt się jednak nie spieszy, występy nie są robione "po łebkach". Trwają nie 3 minuty, ale 6 - 9 minut. Sezon w którym Hanka i Lukas postanowili wyjechać z własnym cyrkiem był wspaniałym sezonem, bowiem powstał cyrk, który prezentuje prawdziwą sztukę cyrkową, a jednocześnie wnosi do tego hermetycznego świata cyrkowego coś nowego - co ważne - coś z klasą. Niestety zbyt często w tym biznesie rzeczy kiczowate są niesłusznie postrzegane jako coś nowego, lepszego i fajniejszego. W Cirkus Lanik tego nie ma. Tu wszystko jest robione z głową i w dobrym guście, a zaserwowane bardzo estetycznie, "czysto" i profesjonalnie. Zupełnie inna jakość cyrku czeskiego...

140 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comentarios


KMC_-_logo_zdjęcia.png
bottom of page