top of page
  • Zdjęcie autoraBoss

Z wizytą na rodzinnym cyrku zimowym w Lipsku

Równo tydzień temu zakończył się 15. Leipziger Weihnachtscircus organizowany, jak sama nazwa wskazuje, już od kilkunastu lat przez niemiecki rodzinny Circus Aeros. Impreza odbywała się pod nowym, bardzo ładnym namiotem, a wnętrzu towarzyszyło bogate i barwne oświetlenie.


Ale to nie jedyne "szczególiki", które naprawdę dodawały uroku wydarzeniu. 2-osobowy zespół muzyczny grał rzeczywiście muzykę na żywo i robił to bardzo dobrze. Nie było nieczystych dźwięków, a utwory bardzo często były klasycznymi i radosnymi. Warto zwrócić też uwagę na profesjonalne sektory włoskiej produkcji - część z plastikowymi krzesełkami, a część z ławkami i oparciami. Uwagę przykuwają także piękne loże, które od strony areny są pięknie zdobione. Ogółem cały Cyrk "Aeros" jest bardzo czysty i zadbany. Nie ma w nim ani niedomalowanych wozów ani rozpadających się sprzętów, czy podartych kurtyn. Nocą LEDowe napisy pięknie rozświetlają całe miasteczko, a goście mogą także zwiedzić cyrkowy zwierzyniec w którym znajdą konie, kuce, wielbłądy, watussi, byk, czy też lamy.


Co ciekawe, przy zakupie biletu w kasie, goście dostają bezpłatnie programek cyrkowy. We foyer istniała oczywiście możliwość zakupu przekąsek, czy grzanego wina.


Naszym zdaniem niemieckie cyrki rodzinne zawsze mają w sobie niepowtarzalny klimat i styl, zupełnie inny od "dopicowanych" i dopiętych na ostatni guzik wielkich widowisk cyrkowych organizowanych najczęściej przez branżowych potentatów albo agencje artystyczne. Bardzo je lubimy i przy każdej okazji chętnie odwiedzamy. Czuć w nich rodzinny klimat, a gdy widz przychodzi obejrzeć spektakl, ma wrażenie jakby był członkiem tej rodziny.


To wszystko dał nam też "Aeros". Podczas cyrku zimowego w Lipsku panował w nim bardzo przyjemny i ciepły klimat, nie tylko za sprawą nagrzewnic, które podnosiły temperatury w namiocie do ponad 20 stopni.


Mówiąc o programie na samym początku należy oczywiście wspomnieć o naszych polskich reprezentantach na arenie, czyli Duecie Szeibe. Wioletta i Jan tradycyjnie zaprezentowali widzom swoje dwa numery - latające talerze i pokaz psów. Oba występy wprowadzają do spektaklu dużo komizmu i radości. W połączeniu z bardzo ciekawą grą muzyków i oczywiście dopingiem niezastąpionej niemieckiej publiczności, występy te tworzą wspaniałą atmosferę. Duo Szeibe zostaje docenione przez publiczność gromkimi brawami.

Jednym z najmocniejszych numerów na tegoroczny Weihnachtscircus w Lipsku była nowa tresura koni prowadzona przez brata zmarłego w zeszłym roku dyrektora Circus Aeros. Trzy białe i trzy czarne konie przystrojone w piękne pióropusze wykonują cały szereg bardzo ciekawych tricków znanych z najlepszych tradycyjnych tresur XX wieku. Są różne kombinacje mijania, konie biegają w przeciwnych kierunkach, a nawet przeplatają się, zupełnie tak jak w najnowszej tresura Jozsefa Richtera z Węgier. Jest to tresura godna cyrku tradycyjnego, a ten "klasycyzm" cyrkowy podkreśla muzyka i strój artysty. Numer jest całkiem długi i "wciąga" widza, co jest cechą wszystkich dobrych wykonów. Został tu włożony kawał pracy i to widać. Bardzo dobra tresura!

Naszą uwagę przykuła też Nataliia Korosteleva. W przedstawieniu wykonywała ona napowietrzne akrobacje w plastikowej otwieranej kuli oraz na parasolce. Prawdę mówiąc, gdy się tylko słyszy o takich numerach to od razu brzmią one kiczowato, jak typowe "zapchajdziury". Ogromne było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że obydwa występy podniosły poprzeczkę programu naprawdę wysoko. Starannie dobrana, bardzo ciekawa muzyka. Do tego nieszablonowe kostiumy artystki z licznymi elementami fluorescencyjnymi. Bardzo przemyślana choreografia, budowanie napięcia i opowiadanie głębszej historii swoimi umiejętnościami. Do tego solidne wykonanie kolejnych tricków. Niektóre z nich były rzadko spotykane. Inne "podkręcone" na tyle, że wyniosły te pokazy akrobatyczne na wyższy poziom. Oby więcej tak pozytywnych zaskoczeń. Mamy nadzieję, że kiedyś zobaczymy tę artystkę w Polsce.



Równie pozytywnie zaskoczyło nas jednoosobowe koło śmierci. W cyrkowym magazynie w tym miejscu wpisane jest Duo Torres, które jak wiemy było na Chemnitzer Weihnachtscircus, ale rzeczywiście sam rekwizyt i artysta byli "dostarczeni" właśnie przez Duet Torres. Jednoosobowe koło śmierci to w gruncie rzeczy numer mało popularny w Europie i niesłusznie z góry skazany na brak uznania. Akrobata, który zamykał cały program udowodnił jednak, że wcale tak nie jest, bo wykonał maksimum tego, co mógł wykonać w pojedynkę. Występ był energiczny, tricki dopracowane, a sam artysta wyraźnie doświadczony w tego typu występach. Ciekawie było też zobaczyć taką modyfikację wspomnianego rekwizytu.


Dwójka ukraińskich akrobatów - Illia i Nikita, zaprezentowali widzom widowiskowy pokaz hand to hand. Żałujemy tylko, że był to dosyć krótki występ, ale za to jakże treściwy. Od pierwszej minuty widać w nim było wschodnią szkołę cyrkową. Występ wymagający, jak zawsze w tych przypadkach, mnóstwo siły i koncentracji, zyskujący oczywiście ogromne uznanie publiczności. Prosimy tylko o możliwość dłuższego podziwiania waszych umiejętności podczas jednego wyjścia! :)


Jak na tradycyjny cyrk przystało, program otwiera mała konna rewia. Mamy możliwość oglądania elementów wyższej szkoły jazdy, a następnie pass de deux. Całość jest wykonana poprawnie. Dobre wprowadzenie do klimatu całego zimowego przedstawienia. Bardzo cieszymy się, że w programie Circus Aeros znalazł się taki numer jak pass de deux, bo jest on dość rzadkim występem w europejskich cyrkach. Głównie ze względu na konieczność trwałej współpracy ze sobą dwóch partnerów i najczęściej potrzeby asysty osoby trzeciej, chociażby do prowadzenia koni. Tym większe brawa, że "Aeros" podjął się takiego wyzwania.


Kolejnym miłym zaskoczeniem był francuski Klaun Tomito. 25-letni artysta ma świetny "look" i bardzo "estetyczne" repryzy. Jest to humor w dobrym guście, a zarazem przystępny dla każdego widza. Gdy tylko Tomito wchodzi na arenę, widać u niego radość z tego, że może pracować w cyrku i wchodzić w interakcję z publicznością. Dobrze spaja program w całość, nie ma powodu, by widzowie go nie polubili. Ponadto wraz ze swoją dziewczyną, Mariyą Vladimirovną, wykonuje energiczne i kolorowe transformacje. To również numer wykonany profesjonalnie, bez zbędnego przeciągania podczas zmiany kostiumu. Bardzo profesjonalna para artystów. Kto wie, może zawitają kiedyś do Polski...


W przedstawieniu pojawił się nawet cyrkowy balet. Światła zapewniały bogatą oprawę. Również muzyka, jak już wcześniej wspomnieliśmy, i sama jakość nagłośnienia były bardzo zadowalające. To były dobrze spędzone ponad 2 godziny pod namiotem wschodnioniemieckiego Circus Aeros. Tego programu nie można porównywać do programów największych niemieckich zimówek lub przedstawień organizowanych przez agencje w wielu miastach europejskich. Program był po prostu inny. Od początku do końca inny. Również ceny biletów były inne, co może działać na korzyść przy wyborze właśnie tego cyrku i późniejszej satysfakcji z obejrzanego spektaklu.


Ważą się losy przyszłorocznej zimówki "Aerosa" w Lipsku. Władze miasta chcą bowiem wpuścić na Festplatz organizatora zimówki w Stuttgarcie, by zrobił zupełnie inne show. Podczas przedstawień Circus Aeros zbierał liczne podpisy widzów pod petycją, aby władze miasta nie podejmowały takich działań. Wiadomo, że będą prowadzone negocjacje w tej sprawie ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Mamy nadzieję, że rozwiązanie tego problemu będzie dla Cyrku Aeros pomyślne.

70 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
KMC_-_logo_zdjęcia.png
bottom of page