• Boss

Z wizytą u debiutantów. "Intersalto" ma to 'coś'!


Choć, nie wypominając wieku, cyrkowe areny podbijają od czasów cyrków państwowych, to w tym roku są całkowitymi debiutantami. Mowa oczywiście o Violetcie i Janie Szeibe oraz ich Cyrku Intersalto, tegorocznej nowości na polskich drogach, którą otworzyli do spółki z panem Krystianem Burnatem. Odwiedziliśmy dzisiaj "Intersalto" w Tarnowie i postaramy się przedstawić Wam to nowe przedsięwzięcie jak najlepiej.


Na samym początku pragniemy zaznaczyć rzecz dla nas najważniejszą - pod namiotem panuje absolutnie fantastyczny, cyrkowy klimat, taki jaki wszyscy znamy z największych polskich cyrków, zwłaszcza sprzed kilku lat. Perfekcyjna kurtyna, kolorowe światła, ruchome głowice, 100-procentowo cyrkowa, tradycyjna muzyka i zapach popcornu budują fantastyczną atmosferę sztuki cyrkowej. Już samo to jest elementem, który podwyższa końcowe wrażenia po wizycie w "Intersalto".


Trzeba przyznać, że "Intersalto" jak na swój debiut startuje z wysokiego pułapu - 4-masztowy namiot o średnicy 26 metrów, nowe światła, obrotowe głowy, profesjonalna kurtyna, trochę nowych przyczep, plansze od Roberta Fazziniego. Jedno jest pewne - może być tylko lepiej. Dyrekcja naprawdę ma dalekosiężne plany i oczywiście obecny "stan" cyrku absolutnie nie jest stanem docelowym. W cyrkowym miasteczku sukcesywnie będą pojawiać się mniejsze i większe zmiany, cyrk jeździ dopiero dwa miesiące, więc wszystko musi się dotrzeć, musi wytworzyć się pewnego rodzaju rutyna w pozytywnym tego słowa znaczeniu no i przede wszystkim, co jest oczywiste - trzeba zarobić trochę pieniędzy, by pierwotne nakłady się zwróciły i aby można było nadal rozwijać firmę.


Niestety wiele z planów pokrzyżowała wojna w Ukrainie. Nie dojechali pracownicy techniczni, zmianie musiał ulec również program. Mimo tych przeciwności losu, Cyrk Intersalto daje radę. Ma świeży, nieszablonowy program, który przyciąga uwagę i który wreszcie wnosi coś nowego do sztuki cyrkowej w Polsce, nie tylko sztrabaty, trapez kołowy, iluzja i pozy akrobatyczne. Obecnie w programie cyrku możemy zobaczyć pokaz psów, szarfy, LED show, fireshow, Transformery, jazdę na monocyklu, akrobacje na rowerze, balans ze szkłem na wysokości i oczywiście polskiego Klauna Mr Kubę, który, o ile nas pamięć nie myli, po raz pierwszy występuje w Polsce przez cały sezon, a nie w ramach zastępstwa.


Dwoma najbardziej oklaskiwanymi i ulubionymi przez publiczność numerami są niewątpliwie szarfy i pieski. Gdy tylko czworonożni przyjaciele wbiegają na arenę, wśród publiczności rozlega się wielka wrzawa i brawa. Wszyscy jak zahipnotyzowani podziwiają umiejętności kilku ras psów. Te czerpią niesamowitą przyjemność z tego, że mogą być na arenie, wręcz nie chcą z niej schodzić. Piękny obrazek, który z pewnością utkwi w pamięci wszystkich miłośników cyrku tradycyjnego. Ale nie tylko, bo tarnowska publiczność wyraźnie była zadowolona z tego, że mogła podziwiać nie tylko umiejętności ludzi, ale też i zwierząt.


Natomiast szarfy w wykonaniu Iriny są magiczne. Przy tych umiejętnościach, muzyce i oprawie świetlnej można się poczuć jak na niemieckiej zimówce. Kolejne pozy "przykrywają" poprzednie, napięcie sukcesywnie narasta. Towarzyszą mu profesjonalne ruchy i uśmiech Iriny. Przez cały numer wśród publiczności panuje grobowa cisza. Wydawać by się mogło, że numer przejdzie bez echa, ale nic bardziej mylnego. Na sam koniec rozlega się naprawdę potężna wrzawa, brawa i piski. Teraz już wiadomo, że widzowie tak bardzo wciągnęli się w występ, że zapomnieli o oklaskach pomiędzy poszczególnymi trickami. Coś pięknego...


Ale obok tradycji nie brakuje współczesności. Reprezentują ją dwa osobne pokazy - najpierw LED show, a potem fire show prezentowane przez Teatr Światła i Ognia Nam-Tara. Chodzi ogólna opinia, że tego typu numery są typowymi "zapchajdziurami" w cyrku. W tym przypadku nic bardziej mylnego. Generalnie po raz pierwszy spotkaliśmy się z pokazem świateł w cyrku. Co więcej - nie kojarzymy żadnych innych zagranicznych cyrków w których można by zobaczyć coś podobnego. Oczywiście nie chodzi o lasermana, bo lasery są laserami, a tutaj głównym "narzędziem" pracy artysty są światła LED przy pomocy których wykonuje kolejne konfigurację. Na szczególną uwagę zasługuje finałowy trick w którym światła tworzą kolorowy wachlarz z logiem Cyrku Intersalto.


Drugi pokaz z użyciem ogni jest już bardziej typowym dla cyrków występem, aczkolwiek również ciekawym, z mocno rozbudowaną choreografią, o co współcześnie jest coraz ciężej w cyrkach polskich. Zgaszone światła i łuna bijąca od ognia dają niepowtarzalny klimat.


Jest jeszcze jeden element współczesności - wyjście Transformerów, które kończy pierwszą część widowiska. W trakcie przerwy każdy może sobie zrobić z nimi zdjęcie. Chętnych nie brakuje.


Seweryn Szeibe rozpoczyna program perfekcyjnym i niezwykle ciekawym balansem ze szkłem na wysokości. Po raz ostatni tego typu numer w podobnym wydaniu prezentował Mirosław Złotorowicz 10 lat temu. Dziś znów możemy zobaczyć wyczyny ze szkłem na wysokości, które na publiczności niewątpliwie robią spore wrażenie. Artysta potrafi doskonale "sprzedać" numer, po prostu miło ogląda się jego występ, a i same tricki wymagają nie lada koordynacji. Nic więc dziwnego, że publiczność nagradza Serweryna gromkimi brawami.


Absolwent Państwowej Szkoły Sztuki Cyrkowej Łukasz Bogusław prezentuje się w popisach na monocyklu. I właśnie w tym momencie wszystkim nieco starszym fanom powinny przypomnieć się najlepsze chwile i najbardziej prestiżowe występy z monocyklem. Istnieje pewna nieformalna prawidłowość, która pozwala zauważyć, że w wielu świetnych widowiskach cyrkowych pojawiał się numer z monocyklem - wiele było takich edycji Festiwalu w Monte Carlo, było tak też kiedyś w Cyrku Zalewski, a nawet w początkowej fazie działalności Cyrku Arlekin, nie wspominając już o festiwalach w Latinie i Budapeszcie. Łukasz prezentuje klasyczne tricki na monocyklu we współczesnej, eleganckiej oprawie. Całkowicie świeży numer, akrobacji na monocyklu nie było w polskim cyrku od wielu, wielu lat. Wspaniale ogląda się tak klasyczny pokaz sztuki cyrkowej.


W drugiej połowie Łukasz przesiada się na rower, jednak nie są to typowe akrobacje z jazdą rowerem w kółko, a raczej ekwilibrystyka na rowerze. Artysta wykonuje kolejne tricki, związane przede wszystkim z balansem, a momentami podchodzące pod numer stójkarski. Ciekawy występ, również niespotykany nigdzie indziej. Zdecydowanie dużo lepsza alternatywa dla innych, bardzo popularnych w polskich cyrkach numerów.


Polski Klaun Mr Kuba, absolwent Państwowej Szkoły Sztuki Cyrkowej w Julinku prezentuje się widzom w oryginalnych, nieszablonowych repryzach i to jest najważniejsze. Wreszcie coś innego, coś nowego. Po raz pierwszy od dawna nasz rodak występuje w swoim kraju. Jest dużo śmiechu, niepowtarzalnego humoru i scenek wziętych w spory nawias. Co ważne - Mr Kuba posiada w swoim repertuarze żarty dopasowane zarówno do najmłodszej widowni jak i ich rodziców. Niewątpliwie integruje publiczność i sprawie, że ta z niecierpliwością czeka na kolejne jego wyjście.


Nie można zapomnieć o niezwykle charyzmatycznej pani konferansjer, Katarzynie Słomskiej, posiadającej wykształcenie aktorskie. Każde jej zapowiedzi są żywe, wciągające i wprowadzające do klimatu kolejnego numeru. Pani Katarzyna wkłada również sporo wysiłku w to, aby publiczność zapamiętała nazwę "Intersalto". Szybko zaskarbia sobie życzliwość widowni i doskonale prowadzi ją przez kolejne etapy widowiska. Zdecydowanie nie są to puste zapowiedzi wypowiadane w przestrzeń, a pełne życia historie.


Cyrk Intersalto ma ogromny potencjał. Nic w tym dziwnego, bo założyli go właściwi ludzie na właściwym miejscu. Za kilka lat, jeżeli tylko dobrze pójdą sprawy finansowe, "Intersalto" ma szansę należeć do czołówki polskich cyrków. Gorąco polecamy Wam wizytę w tym cyrku, ponieważ jest on jednym z tych, które mają od początku swój niepowtarzalny klimat i styl.


Dziękujemy dyrekcji i załodze za miłe przyjęcie w dniu dzisiejszym. Niech żyje cyrk, niech żyje "Intersalto".

154 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
KMC_-_logo_zdjęcia.png