Magia Budapesztu znów zadziałała!
- Boss

- 25 sty
- 3 minut(y) czytania
Co prawda z lekkim opóźnieniem, ale przedstawiamy Wam relację z tegorocznego 16. Budapest Circus Festival, który w roku 2026 świętuje 30-lecie istnienia. To właśnie wtedy, w roku 1996 legendarny artysta i dyrektor Cyrku Stołecznego, Istvan Kristof, zapoczątkował tą piękną tradycję.
Cóż - było jak co dwa lata, bo właśnie w takim odstępie organizowany jest ten Festiwal. Na wydarzenie zjechało się mnóstwo gwiazd świata cyrku, głównie z Europy Środkowej - Czech, Słowacji, Polski no i oczywiście z Węgier, ale była też bardzo można reprezentacja dyrektorów i artystów z cyrków skandynawskich - w Budapeszcie byli obecni przedstawiciele praktycznie wszystkich cyrków w Skandynawii, również tych małych. Była też grupa kilkunastu fanów sztuki cyrkowej ze Stanów Zjednoczonych. Wśród gości, którzy pojawili się na korytarzach Cyrku Stołecznego można było wypatrzeć rodzinę Garcia, Jimmiego Folco, Jozsefa Richtera, Carole Pinder, Alessio, Davida Hammarberga, Duo Stauberti, Duo Rappoli, panią dyrektor legendarnego Cirkus Dannebrog, braci Pellegrini, Louisa Knie jr. i wielu, wielu innych.
Wydarzenie jak zwykle miało należyty splendor. Wszystkie spektakle były emitowane na żywo online. Motywem przewodnim Festiwalu była lokomotywa zna znak tego, że "Budapeszt jest lokomotywą światowej sztuki cyrkowej". Z tej okazji cyrk przy współpracy z Kolejami Węgierskimi i Muzeum Kolejnictwa, postawił przed gmachem cyrku wciąż działający egzemplarz parowozu.
Budapest Circus Festival to nigdy nie jest tylko cyrk. Każda edycja, również ta, angażuje tak naprawdę wszystkie jednostki kulturalne miasta. Także i w tym roku na arenie wystąpił ludowy zespół pieśni i tańca w narodowych folklorystycznych strojach, a także muzycy grający tradycyjną węgierską muzykę wiejską. Byli też tancerze z budapesztańskiej szkoły tańca i oczywiście uczniowie Szkoły Cyrkowej w Budapeszcie. Na gali rozdania nagród pojawiła się także przedstawiciela Ministerstwa Kultury Węgier, a reprezentanci Węgier i Chin podpisali umowę o strategicznej współpracy w dziedzinie nauki sztuki cyrkowej.
Każdy z programów trwał 3 godziny. Za wyjątkiem Gala Show, który trwał 4 godziny. Na końcu nie zabrakło oczywiście złotego konfetti. Łącznie przez cały czas trwania Festiwalu, imprezę odwiedziło 15 000 widzów. W programach wzięło udział około 200 artystów z pięciu kontynentów. Festiwalowi towarzyszyła także seria prelekcji o sztuce cyrkowej, wygłaszana przez międzynarodowych przedstawicieli, także tych z Polski.
Ciężko opisać każdy z numerów z osobna, w tym przypadku jest to wręcz niemożliwe. To, co nas uderzyło w tej edycji Festiwalu to to, że tegoroczne numery były na zbliżonym do siebie poziomie, podczas, gdy w kilku poprzednich edycjach były numery zarówno szalenie mocne jak i po prostu "zwyczajne". Tegoroczny poziom był wyrównany. Było też znacznie, znacznie mniej artystów z Rosji, być może 10 osób? Za to tryumfowała Ukraina pod każdym względem - i nagród i ilości i uznania publiczności. Na arenie pojawiło się kilkunastu ukraińskich uczniów uczących się w Szkole Cyrkowej w Budapeszcie. Byli też dojrzali ukraińscy artyści, którzy czarowali publiczność głównie numerami napowietrznymi i gimnastycznymi. Wszyscy mieli przepiękne kostiumy!
Festiwal w Budapeszcie jest bardzo mocno teatralizowany - choreografią, rekwizytami, tańcami i to go znacząco wyróżnia na tle wszystkich innych imprez cyrkowych. Nie powinno to nikogo dziwić, bowiem obecny dyrektor cyrku, Peter Fekete, przyszedł do FNC z teatru. Jednym się to podoba, drugim nie, ale niewątpliwie budapesztański cyrk zyskał dzięki temu na oryginalności.
Podczas tegorocznego Festiwalu w Budapeszcie dużo było numerów lirycznych, nowoczesnych, dla ludzi wrażliwych. I to było piękne oraz ujmujące. Podczas tegorocznej edycji było mnóstwo pań i panów "wycierających podłogę" podczas prezentacji swoich numerów. Niewątpliwie było to w pewnym sensie ujmujące, jednak cyrk to cyrk i uwierzcie na słowo, nic tak mocno nie ożywiało publiczności jak widok woltyżerów z legendarnej rodziny Donnert wbiegających na arenę i prezentujących słynną woltyżerkę na koniach. Emocje i głośność braw sięgały zenitu!
Podczas Festiwalu panowała iście rodzinna atmosfera, a centrum spotkań stanowił, jak zawsze, pobliski Hotel Ibis w którym każdego wieczoru wszyscy goście i artyści spotykali się, i biesiadowali do samego rana. W jednym miejscu można było spotkać i porozmawiać z największymi gwiazdami cyrku światowego, nie tylko europejskiego.
O Festiwalu w Budapeszcie można by pisać jeszcze bardzo dużo. Nie ulega wątpliwości, że wszyscy darzą go wielkim sentymentem i samymi dobrymi wspomnieniami. Za dwa lata kolejna edycja. Budapest Circus Festival to prawdziwy cyrk, prawdziwy Festiwal i prawdziwe ukoronowanie ciężkiego, codziennego wysiłku wszystkich ludzi cyrków zaczynając od artystów na pracownikach i menadżerach kończąc.







Komentarze