top of page
  • Zdjęcie autoraBoss

Po szwajcarsku we Wiedniu. Na programie w Circus Louis Knie

Choć Circus Louis Knie stacjonuje we Wiedniu już od dłuższego czasu, to każdy, kto go odwiedza ma okazję obejrzeć nieco inny program. Nie inaczej było podczas naszej wizyty w tym czołowym austriackim cyrku. Jaki jest Circus Louis Knie? Przeczytajcie i przekonajcie się sami!

"Louis Knie" to cyrk elegancki, z klasą. Bogato zdobione foyer, kilka bufetów, cała obsługa w marynarkach i odświętnych strojach, kobiety w butach na obcasach, czerwone dywany, w namiocie nastrojowe światła przed programem, dużo dymu, podłogi, plawit mniejszy od areny, odsłaniający wysypane trociny, do tego dwóch muzyków grających na perkusji, gitarze elektrycznej oraz trąbce. Wszystko "wymuskane" i na poziomie. Można rzec, że to cyrk w szwajcarskim stylu. Nic w tym dziwnego, bowiem Louis Knie, brat dyrektora szwajcarskiego Circus Knie, inspiruje się klimatem tegoż cyrku.


Od strony technicznej, organizacyjnej, wystrojowej, "Louis Knie" jest naprawdę cyrkiem na miarę Wiednia. Taki "imidż" buduje też powagę cyrku i respekt widzów jako miejsca kultury. Naprawdę miło widzieć, że są jeszcze osoby, które robią cyrk na poważnie, a nie tylko "bawią się w cyrk".


Na placu znajduje się tylko najpotrzebniejszy transport, nie ma wielu przyczep i ciągników. Na tyłach namiotu ustawiono cyrkowe stajnie i wybiegi dla zwierząt. "Louis Knie" posiada wiele koni oraz wielbłądy z czego w przedstawieniu biorą udział tylko te pierwsze zwierzęta (plus psy rodziny Berousek).


Program cyrku nie byłby taki sam gdyby nie światła i odpowiednie nagłośnienie, które są na naprawdę najwyższym poziomie. O efektach świetlnych sami możecie się przekonać oglądając zdjęcia i filmy, natomiast jeżeli chodzi o dźwięk, dodamy tylko, że jest on czysty i głęboki, a odpowiadają za niego głośniki umieszczone na dwóch masztach i połączone tak jak na koncertach plenerowych na dużych scenach. Ale co najważniejsze - muzyka nie jest za głośna, nie trzeba się przekrzykiwać w trakcie występu, nie jest też za cicha i nie trzeba się w nią wsłuchiwać, by ją usłyszeć.


Wracając jeszcze do świateł - zastosowano jedyny właściwy wzór oświetlenia w którym podczas przedstawienia arena jest oświetlona, natomiast widownia "wygaszona", światła nie niosą się łuną na widzów, są skupione stricte na arenie i artystach, co wygląda absolutnie nieziemsko, zwłaszcza z ostatnich rzędów sektorów.


Widowisko rozpoczyna się wstępem Don Christiana w którym "zbiera" on oklaski publiczności do szkatułki. Zaraz potem przychodzi czas na teatr akrobatyczny The Dollys Power Dancers. Nie trudno zauważyć, że występ jest wyreżyserowany na wzór Teatru Akrobatycznego Bingo z Ukrainy. Jak się okazuje - wcale nie z gorszym rezultatem. Dobry akrobatyczny wstęp do spektaklu.


Na arenie znów pojawia się Don Christian z małym asystentem wybranym z publiczności. Wykonuje repryzę "Woda", znaną chociażby z występów włoskiego komika Davida Larible. Generalnie jest to dość mokra historia, którą z pewnością możecie sobie wyobrazić.


Przychodzi czas na napowietrzne akrobacje w sieciach. Numer zmysłowy i klimatyczny dzięki oprawie świetlnej. Zdecydowanie wciąga on publiczność. Nie sposób też nie zauważyć bardzo dużego podobieństwa tego numeru do sieci Andrei Navratilovej, która prezentowała go w Circus Louis Knie przez kilka ostatnich sezonów.


Po chwili refleksji i spokoju pora na energię, dynamikę i radość, czyli pokaz psów prezentowany przez Nicole Berousek. Tu sprawdza się powiedzenie, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, a już na pewno artysty. Zwierzęta sprawnie wykonują kolejne polecenia do największych hitów lat 90. Bardzo dobrze się ogląda tak dopracowane numery ze zwierzętami - oby było ich jak najwięcej!


Kolejny numer napowietrzny - tym razem równie zmysłowe jak sieci akrobacje na trapezie. Występ jest statyczny, artystka zamiast bujać się na rekwizycie, skupia się na prezentowaniu kolejnych umiejętności. Bardzo kobiecy, zgrabny występ, który przenosi wszystkich do krainy błogich snów i marzeń. Poezja dla oczu, poezja dla uszu - prosimy o więcej!


A oto przed państwem wielka magia w wykonaniu Nicole i Don Christiana. Trzy wiaderka, trzy otwory i... trzy głowy magicznie się pojawiające, ale tylko jedna z nich jest żywa i prawdziwa. Ta repryza Don Christiana znana jest już od wielu lat, bowiem artysta przejechał z nią praktycznie całą Europę. Tym bardziej miło ją zobaczyć znowu, albo po raz pierwszy, gdyż bez wątpienia stała się już ikoniczna.


I wreszcie przychodzi czas na najbardziej emblematyczny numer tego cyrku - wielkie show konne w wykonaniu Louisa Knie. Poprzedza je pokaz wyższej jazdy oraz wstęp taneczny. Po nich na arenie pojawia się dyrektor cyrku początkowo z pięcioma białymi końmi do których potem dołącza kolejnych pięć brązowych. Co tu dużo mówić - sami wiecie, że tacy artyści potrafią stanąć na rzęsach by tylko zaprezentować pokaz na najwyższym poziomie. I tak też jest w tym przypadku - zwierzęta są ułożone arcymistrzowsko, nie popełniają żadnych błędów, pracują równo, same wiedzą co mają robić - Louis ogranicza wykorzystywanie bata do absolutnego minimum. Cały cyrk z uznaniem patrzy na mistrza i jego podopiecznych. Dla takich pokazów konnych warto przemierzyć nawet pół Europy by je zobaczyć. Fundament cyrku, kamień węgielny - to właśnie to!


Po przerwie publiczność ma okazję oglądać akrobacje w łańcuchach połączone z gimnastyką w kuli wodnej. Ciekawy, sensualny numer, bardzo dobrze "sprzedany". Prezentuje go Reka Lantos. Celebracja akrobacji - tak można streścić ten numer, który w połączeniu z ogólnym klimatem Circus Louis Knie, muzyką i światłami robi fantastyczne wrażenie.


Po pokazie umiejętności gry na trąbce przez Don Christiana, pora na bardzo dynamiczny pokaz hula-hoop w wykonaniu Nicole Berousek. Występ mocno kobiecy. Miło go się ogląda wiedząc, że nie jest to zwykłe kręcenie kółkami, a nieco głębszy rodzaj sztuki.


Sarita Macaggi prezentuje się w akrobacjach na sztrabatach. Numer ten zawsze jest bardzo trudny i wymagający, tym bardziej dla kobiety, jednak Sarita świetnie daje sobie radę czego dowodem jest jej umięśnione ciało. Najbardziej spektakularnym trickiem jest szpagat w powietrzu na sztrabatach bez trzymanki przy jednoczesnym wirowaniu dookoła osi sztrabatów - szacunek!


Bardzo ciekawym występem jest pokaz bumerangów wpisany do Księgi Rekordów Guinessa a prezentowany przez Danny'ego Luftmana. Uwagę przyciąga przede wszystkim bogaty makijaż artysty oraz jego zmyślny kostium. Publiczność szybko daje się wciągnąć we wspólną zabawę, a bumerangi przelatujące dosłownie centymetry od głów widzów podnoszą adrenalinę niejednej osobie znajdującej się pod namiotem. Niezwykle profesjonalny wykon.


Jeszcze tylko repryza boks Don Christiana i ostatni numer spektaklu - ścieżka akrobatyczna. Numer sam w sobie na przyzwoitym, ale umiarkowanym, poprawnym poziomie, jednak mocno wzbogacony przez oprawę taneczną no i oczywiście świetlną. Jego największym atutem jest to, że jest to numer grupowy oraz, że artyści i osoby im towarzyszące mają ładne kostiumy.


Pora na wielki finał widowiska, które trwało równe 2 godziny. Są brawa, owacje, a na sam koniec osobiste podziękowania dyrektora cyrku Louisa Knie, który życzy bezpiecznego powrotu do domu i zaprasza znów do najsłynniejszego austriackiego cyrku.


Podsumowując - Circus Louis Knie jest z gatunku tych "wielkich". W dodatku ma szczęście funkcjonować w kraju bogatym i to też odbija się na samym cyrku - widać pieniądz, widać też styl, elegancję, klasę tak bardzo typową dla Zachodu. Czy to dziwne, że w dzisiejszych czasach znajdują się jeszcze tak "ortodoksyjne" cyrki na wyśrubowanym poziomie? Nigdy w życiu! Natomiast to zacne i szlachetne, że w dzisiejszym świecie jest jeszcze przestrzeń dla tego typu inicjatyw na tak wysokim poziomie. Dzięki nim sztuka cyrkowa wciąż żyje, wciąż tętni. Przyjdźcie i przekonajcie się sami!


Jeszcze jedno ważne spostrzeżenie - wiedeńska publiczność niezwykle ożywiała się ilekroć na arenie pojawiały się zwierzęta - głównie podczas tych występów blisko połowa widzów trzymała w rękach telefony i filmowała widowisko. Cudownie widzieć taką postawę Austriaków.


W tym artykule jako "smaczek" z cyrku zamieściliśmy tresurę koni - niewątpliwie najbardziej reprezentacyjny występ austriackiego "Louis Knie".

160 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
KMC_-_logo_zdjęcia.png
bottom of page