top of page

Polacy coraz bardziej chcą zwierząt w cyrkach

10 minut temu
2 minut(y) czytania

Polacy zaczynają tęsknić za cyrkiem ze zwierzętami. Widać to zarówno po opiniach w Internecie jak i po rozmowach między widzami w cyrku.


Co ciekawe, opinię, że przydałyby się jakieś zwierzęta na arenie, wyrażają nie tylko mieszkańcy małych i średnich miast na wschodzie Polski, ale też chociażby mieszkańcy Warszawy, okolic Wrocławia, czy też Śląska. Często widzowie odwiedzający cyrki mówią między sobą, że "byłoby fajnie, gdyby były jeszcze zwierzęta". Podobne głosy słychać w opiniach internetowych, także tych na biletynie i także w przypadku największych cyrków. Polscy widzowie tęsknią do tego, co tradycyjne, co prawdziwe, co leży u podstawy cyrku, narzekając jednocześnie na ogromną powtarzalność i monotonność polskich programów - numery akrobatyczne - w dodatku ciągle te same: szarfy, trapez kołowy, sztrabaty, koło śmierci, wałki - przeplatane klaunem. Prawie nie ma już numerów typu reki, gry ikaryjskie, hand to hand, handwoltyż, ścieżka akrobatyczna, odskocznie, niska lina pozioma, albo na przykład brzuchomówca.


Baaardzo często zdarza się obecnie, że widzowie przy kasie, albo przy wpuszczaniu pytają, czy będą w cyrku zwierzęta. Wtedy odpowiedź jest zawsze jedna - dla świętego spokoju mówione jest, że w Polsce jest zakaz. Otóż nie ma żadnego zakazu i nie jest to prawda. Owszem, w chwili obecnej cyrki nie mogłyby trzymać tzw. gatunków niebezpiecznych, ale jest to przepis niecelowany typowo w cyrki, tylko wręcz przeciwnie - wyznaczający listę podmiotów, które mogą i mają możliwości opiekować się gatunkami niebezpiecznymi. Zresztą powiedzmy sobie szczerze - czy potrzebujemy na arenie podziwiać lwy, tygrysy, słonie i pumy, skoro mamy dookoła tyle zwierząt łagodnych, bezpiecznych i nienależących do tej kategorii?


Nie ulega wątpliwości, że brak zwierząt dobił i zabił miłość do cyrku przede wszystkim na Wschodzie. Kiedyś podkarpackie, lubelskie - najlepsze regiony, nawet w wakacje bardzo często pełne namioty, Cyrk Safari mający wszędzie bite komplety i tak dalej. Dziś - są to jedne z najcięższych miast w Polsce. Sędziszów Małopolski, gdzie niemal zawsze był komplet, dziś zapełnia namioty na poziomie 30-40%. To samo Łańcut. Również Przemyśl i Sanok bardzo się zepsuły - najlepiej zagrać 1 spektakl i to z namiotem 24-26 metry. Przykłady można mnożyć.


Czy to muszą być słonie i tygrysy? Oczywiście, że nie! Wystarczyłyby dwa numery zwierzęce, np. papugi i psy albo konie i kucyki, ewentualnie lamy, a frekwencja w wielu miastach poszybowałaby. Prawda jest taka, że cyrki po pandemii połakomiły się na ruch z odsunięciem zwierząt, bo dawało to dużo korzyści - święty spokój, dużo mniejsze koszta - wyżywienie zwierząt, dodatkowy transport, ludzie, większy teren pod wynajem, a także oszczędność czasu - nie trzeba było codziennie budować stajni i opiekować się zwierzętami. Na krótką metę zdało to egzamin, ale po pięciu latach od podjęcia tej decyzji dzieje się to, co przewidywaliśmy - Polacy znudzeni są już powtarzalnymi programami i zaczynają tęsknić do tego, co sami pamiętają z lat młodości. Jednocześnie kula śmierci, Stitche, czy inne atrakcje pokroju laserów z roku na rok przyciągają coraz mniej.


Czy zwierzęta powrócą do polskich cyrków? Tak naprawdę w naszym kraju każda decyzja jest decyzją stricte biznesową. Dopóki biznes będzie się spina, raczej nie będą czynione ruchy, aby przywrócić chociaż jakiekolwiek pokazy zwierzęce, bo w cyrku, zwłaszcza polskim, nie ma miejsca na sentymenty. Natomiast - istnieje w naszym kraju spora grupa pasjonatów, "kreatorów cyrku", którzy, naszym zdaniem, gotowi są, chociaż na chwilę, wejść w cyrk ze zwierzętami. Czas pokaże. ;)


 
 
 

Komentarze


KMC_-_logo_zdjęcia.png
logo 8.png
logo 1.png
logo 2.png
logo 5.png
logo 3.png
logo 6.png
logo 7.png

ALL RIGHTS RESERVED
KMC - KLUB MIŁOŚNIKÓW CYRKU 2008 - 2026

bottom of page